wtorek, 28 października 2014

Rozdział 2

Na poprawę humoru suko! Rozdział dla ciebie ♥


-A i oto jest jeszcze jeden... - odwróciłam się a moim oczom ukazał się ten sam chłopak na którego wcześniej wpadłam. Świetnie! - Hope to jest Harry... - przez krótką chwilę patrzyliśmy na siebie aż na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Ugh! Już go nie lubię...
-Hej. - powiedziałam nieśmiało.

-No cześć. - jego ochrypły głos przyprawił mnie o dreszcze.
-A więc Zoey, Hope mamy zamiar zrobić małą imprezę w ten piątek, co wy na to? - zapytał uśmiechnięty Liam.

-Nie jestem pewna czy to dobry... - nie było mi jednak dane dokończyć, ponieważ przerwało mi głośnie prychnięcie Harry'go.
-O co ci chodzi? - zapytałam zdziwiona.
-Sorry Liam, że ci to powie, lubię cię, ale wątpię, że twoja kochana, święta kuzyneczka wie co to w ogóle oznacza impreza. - zakpił.
-Że co proszę? - zapytałam poirytowana.
-To co słyszałaś słońce.
-Dobrze może ona ma... - zaczął Liam ale mu przerwałam.
-Zgoda. - wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni a szczególnie Harry.
-Co? - zapytał nadal zszokowany Liam.
-Zgadzam się. Zróbmy tą imprezę. - powiedziałam dokładniej.
-Hope nie musisz tego robić. - powiedział szeptem Liam tak abym tylko ja mogła to usłyszeć.
-Ale chce. -powiedziałam równie cicho. Staliśmy jeszcze chwilę i omawialiśmy imprezę. Z każdą chwilą zastanawiałam się czy aby na pewno dobrze robię. Ale cóż... teraz się już nie wycofam.
-Jesteś na sto procent pewna, że tego chcesz? Najwyżej powiem, że źle się poczułaś czy coś? - namawiał chłopak kiedy jechaliśmy do domu.
-Liam! Daj spokój! Wszystko jest OK! Zróbmy tą imprezę i będzie z głowy OK? - powiedziałam już lekko zdenerwowana.
-OK! - powiedział zrezygnowany. - Ale czemu ci tak zależy co?
-Po prostu chce im pokazać, że nie jestem jakąś nudziarą! Skończmy ten temat! Proszę.
-Ech... dobrze. Ale muszę ci coś jeszcze powiedzieć.
-Co znowu?! - jęknęłam.
-Uważaj na Harry'go. Przyjaciel z niego dobry ale źle traktuje dziewczyny. Uważa, że są tylko na jedną noc...
-I co w związku z tym?
-Po prostu na siebie uważaj, dobrze? Nie chce żeby ktoś złamał ci serce. - 'za późno' pomyślałam. - W innym wypadku będę zmuszony złamać tej osobie nos lub inne części ciała. - w mojej głowie powstał obraz  Liam'a łamiącego kości któremuś z chłopaków i mimo wszystko na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Te kilka dni zleciały bardzo szybko. Dziś jest już piątek czyli przeklęta impreza, która ma się odbyć, gorzej już być nie mogło, Harry'go... 
-I jak wiesz już co zakładasz? - zapytała Zoey dzień wcześniej.
-Ymm... no tak nie bardzo. - powiedziałam.
-Co? Impreza już jutro a ty nie wiesz co masz założyć?! Ech... dziewczyno! W takim razie jedziemy do ciebie a jak nic ciekawego nie znajdziemy idziemy na zakupy!!! - powiedziała podekscytowana. Kiedy dziewczyna przeszukiwała całą szafę stwierdzając, że nic specjalnego się tam nie znajduje poszłam na dół po picie.
-Dobra! Znalazłam! - powiedziała dziewczyna kiedy wróciłam d pokoju. 
-Ok! Pokaż!
-Nie! Zobaczysz dopiero jutro! - i tak oto skończyło się wybieranie stroju. Dopiero dzisiaj Zoey powiedziała gdzie położyła ubrania. Kiedy wróciłam do domu biegiem pobiegłam do pokoju i wyjęłam z dolnej szafki to co naszykowała mi dziewczyna. Jęknęłam kiedy zobaczyłam się w lustrze. Top bez ramiączek sięgający mi przed pępek i spódnica galaxy były świetnym zestawem ale chyba nie na mnie... Jestem zbyt... gruba. Cóż... może zaryzykuję. Dobrałam do tego czarne szelki, białe podkolanówki, czerwone lity i  trzy czarne kwiaty we włosy. Myślę, że będzie dobrze. Włosy postanowiłam rozpuścić i lekko podkręcić. Końcowy efekt nawet mi się pogoba gdyby nie... brzuch. Muszę schudnąć...

http://www.polyvore.com/cgi/set?id=138841532&.locale=pl

-Hop! Chodź już! Wychodzimy! - krzyknął z dołu Liam. Kiedy zeszłam spojrzał na mnie i lekko otworzył usta,
-Wiedziałam, że to zły pomysł idę się przebrać...
-Nie! Wyglądasz ślicznie. Serio. - uśmiechnął się. - Będę musiał chyba cię pilnować. - puścił mi oczko i wyszliśmy. Pod domem czekał już Niall z resztą. Miły, słodki blondasek. Jest bardzo sympatyczny. Louis i Zayn zresztą też. Louis to ten zabawny i zwariowany. Jedynym problemem jest nie kto inny jak Harry Styles. Jest wobec mnie bardzo chamski i arogancki ogólnie niemiły. Nie wiem co mu zrobiłam ale cóż... trudno. Nie obchodzi mnie to i nie zależy mi na tym aby mnie lubił ale mógłby chociaż zachowywać dla siebie te wszystkie komentarze.
-A tak w ogóle to bardzo ładnie wyglądasz Hope. - powiedział Louis a Niall i Zayn mu przytaknęli.
-Dziękuję. - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce zatkało mnie. O ile się nie mylę to miała być mała impreza a widać było, że cały dom jest zapchany ludźmi. Nieźle wstawionych ludźmi. Czyżbyśmy się spóźnili?
-Impreza dopiero się rozkręca. - powiedział Liam widząc moją zdezorientowaną minę. Uśmiechnęłam się lekko i kiwnęła głową na znak zrozumienia. Kiedy weszliśmy czułam na sobie wzrok innych. Jakby patrzyli na mój brzuch.
-Kogo ja tu widzę! Chłopaki! Zoey! - krzyknął ktoś za nami. Kiedy się odwróciłam ujrzałam przystojnego chłopaka z tunelami.
-Jake! - a więc tak ma na imię - Kiedy ja cię ostatnio widziałam?! Chodź na tutaj! - kiedy chłopak podszed dziewczyna zamknęła go z niedźwiedzim uścisku. Ooo... jak słodko!
-A kim jest ta ślicznotka? - zapytał patrząc na mnie.
-Ymm... jestem Hope, kuzynka Liama. - starałam się przekrzyczeć głośną muzykę.
-No, no stary! Jest jeszcze ładniejsza niż na zdjęciach jakie nam wysłałeś. - powiedział a reszta  przytaknęła z uśmiechem.
-CO?! Pokazywałeś im moje zdjęcia! - zapytałam złą.
-Ja...
-I te jak byłaś mała też. - powiedział ktoś za mną a po charakterystycznym głosie mogę wywnioskować że to Harry/
-Liam! błagam cię powiedz tylko, że nie pokazywałeś im zdjęć na których jestem przebrana za...
-Anioła. Tak pokazywał. - powiedział Loczek. Ugh! Zabiję cię Liam!
-Ale...
-To z dzieciństwa i to sprzed roku też. - powiedział Harry. Spaliłam buraka i zła ruszyłam na taras. Za plecami słyszałam jak Liam krzyczy na Styles'a, że ma niewyparzoną gębę tak samo jak Jake.  Boże te zdjęcia są takie kompromitujące... Po chwili obok mnie ktoś stanął. Tym kimś okazał się być... Harry.
-Ładnie wyglądasz. - powiedział bawiąc się rąbkiem mojej spódniczki. Odruchowo zakryłam ręką brzuch.
-Taa... dzięki. - burknęłam.
-Ślicznie wyszłaś na tym zdjęciu. - uśmiechnął się chytrze.
-Jakim zdjęciu? - nie byłam pewna o którym mówi, ponieważ nawet nie wiem jakie zdjęci Liam i pokazywał.
-Na tym sprzed roku. Po co się przebierałaś? Chodziłaś na Halloween po cukierki?- zakpił.
-Nie. Występowałam dla dzieci chorych na raka. Chodziłam tam żeby na ich twarzach chodź na chwile zagościł nawet najmniejszy uśmiech. Jedną dziewczynką której 'pomagałam' była 5 - letnia Cloe. - uśmiechnęłam się lekko na myśl o pięknej dziewczynce.
-Pewnie płakała jak odjeżdżałaś. - zgadywał. Uśmiech szybko znikł.
-Umarła kilka tygodni temu. - szepnęłam.
-Często tam chodziłaś? - dopytywał dalej. Już nie mogłam dalej znosić wizji tych wszystkich ciężko chorych dzieci umierających na moich oczach.
-Czego chcesz?! O co ci chodzi? Co? Najpierw jesteś dla mnie chamski, nieuprzejmy, mówisz jakieś głupie komentarze a teraz tak nagle chcesz wiedzieć coś o moim życiu?! Nie rozumiem cię! - powiedziałam ciut podniesionym głosem.
-Nie ty jedyna. - uśmiechnął się. Ugh! Jak można się uśmiechać w takim momencie? Prychnęłam i ruszyłam poszukać kogoś znajomego. Przez przypadek wpadłam na kogoś. Przede mną stał mocno umięśniony mężczyzna, dość przystojny. Czuć było od niego alkohol i papierosy.
-Przepraszam. - powiedziałam i chciałam go wyminąć ale ten złapał mnie za ramię i przyciągnął do siebie.
-Chodź mała zabawimy się troszeczkę? 
-Co? Daj mi spokój. Puść! To boli! Nigdzie z tobą nie idę! - szarpałam się ale to nic nie dawało. Był zbyt silny.
-Nie szarp się. Chodź. - pociągnął mnie w stronę schodów. 
-Puść! Głuchy jesteś?! Puszczaj dupku! - kiedy to nie zadziałało kopnęłam go z całej siły w łydkę.
-Ty mała dziwko... - podniósł rękę aby mnie uderzyć więc odruchowo zamknęłam oczy czekając na policzek lecz ni się nie stało. Zamiast tego usłyszałam jęknięcie faceta a kiedy otworzyłam oczy leżał on na podłodze niedaleko mnie. Wzrokiem szukałam mojego obrońcę a oczy natrafiły na jakiegoś nieznajomego mi chłopaka. Z jego nosa leciała krew. Pisnęłam cicho i szybko podbiegłam do niego.
-Nic ci nie jest? - zapytał.
-Nie nic dziękuję. Naprawdę. Nic ci się nie stało? Krew leci ci z nosa. - na moje usta wkradł się grymas, ponieważ cholera! To w sumie przeze mnie.
-Nic. - uśmiechnął się lekko.
-Co się st... Hope! Nic ci się nie stało? - usłyszałam za plecami krzyk Liam'a.
-Nie nic. Obronił mnie...


*********************************************************************************
Hejka!I jak rozdzialik? Podoba się? Mam nadzieję że tak! Liczę na chociaż 3-4 komentarze :D 
#jednokierunkowych! ♥

wtorek, 14 października 2014

Rozdział 1

Rozdział dedykuje Weronice ♥ niespodzianka x 2 ^.^


Z łóżka zdjęłam wcześniej naszykowany zestaw do szkoły. Składał się on z braletu, skórzanych spodni oraz czarnych litów. Przemalowałam także włosy na ciemno-czerwony kolor. Jestem bardzo ciekawa ich reakcji... 


http://www.polyvore.com/cgi/set?id=137487356&.locale=pl

Do szkoły się przeszłam, ponieważ miałam blisko. Kiedy otworzyłam drzwi wejściowe usłyszałam gwar rozmów. No tak... norma. Gdy zaczęłam iść w kierunku mojej sali lekcyjnej czułam na sobie spojrzenia uczniów. Kiedy spojrzałam za siebie zauważyłam, iż nie tylko oni mi się przyglądają. Widać, że zwróciłam na siebie także uwagę młodszych nauczycieli. Co mi się podobało, ponieważ jednym z nich był 22-letnim nauczycielem chemii, który cholernie mi się podobał. Był bardzo przystojnym, umięśnionym szatynem z piwnymi oczami. Na jego twarzy widniał lekki zarost. Kiedy na niego spojrzałam oblizał wargi i lustował mnie wzrokiem. Chyba nie wiedział, że na niego patrze, ponieważ gdy dotarł do mojej uśmiechniętej twarzy zmieszał się i odszedł. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i ruszyłam dalej. Dota.rłam do klasy ze spóźnieniem. Można powiedzieć, że specjalnym. Kiedy otworzyłam drzwi oczy wszystkich spoczęły na mnie. Ach... akurat mieliśmy chemie. Siadłam na moje miejsce w pierwszej ławce. Pan Roberts spojrzał na mnie znacząco po czym szybko odwrócił wzrok. Czy mnie to bawi? Bardzo.
-Panno Parker. Czy możesz wytłumaczyć swoje spóźnienie? - zapytał nadal na mnie nie patrząc.
-Byłam w toalecie, Panie Roberts. - powiedziałam uwodzicielski głosem. Kilka ławek dalej siedziała Amanda. Wiedziałam, że też podoba jej się nauczyciel. Skąd? Słyszałam jak w bibliotece mówi to swoim 'przyjaciółeczkom'.

-W takim razie może wyjdziesz do tablicy?
-Z chęcią. - uśmiechnęłam się pod nosem i rozsunęłam troche bralet podczas gdy on pisał na tablicy zadanie. Gdy się do mnie odwrócił jego wzrok utknął na moim dekolcie.  Kiedy rozwiązałam zadanie przez 'przypadek' upuściłam kredę. Schyliłam się by ją podnieść a gdy już stanęłam prosto wszyscy chłopcy mieli szeroko otwarte oczy a pan Robersts był... wściekły? Ups...
-Siadaj. - burknął. Wzruszyłam ramionami i usiadłam na swoje miejsce. Po dzwonku zaczęłam wychodzić kiedy nauczyciel krzyknął:
-Parker! Ty zostajesz! - Kurwa! Zauważyłam na jego twarzy chytry uśmiech.

-Tak panie Roberts? - powiedziała niewinnym głosem.
-Co to ma znaczyć?! Ty robisz to specjalnie! - o co mu chodzi?
-Prosze pana. Ja nie wiem o co panu chodzi...

-Nie wiesz?! Czyli chcesz powiedzieć, że robisz to wszystko... nieświadomie?!
-Ale co?
-Prowokujesz mnie Parker! - powiedział zdesperowany, patrząc na moje usta idą jednocześnie w moją stronę. Chce go pocałować ale... właśnie nie ma ale. Kiedy był wystarczająco blisko złapał mnie za biodra i posadził na biurku. Powoli zbliżył swoją twarz do mojej po czym złożył na moich wargach powolny pocałunek, który przerodził się w bardziej brutalny i bardziej zachłanny. Jego ręce błądziły po moim ciele a ja położyłam jedną na jego karku a drugą wplotłam we włosy. Kiedy jego usta przeniosły się na moją szyję odchyliłam ją by miał większy dostęp. Oderwał się ode mnie kiedy kto zapukał do drzwi. Zeskoczyłam z biurka i podeszłam do tablicy.
-Proszę! - krzyknął. Drzwi do klasy otworzyły się a w nich stanęła oczywiście Amanda. Dziewczyna patrzyła na mnie najpierw zaskoczona a potem z wściekłością w oczach. Ha! Tu cię mam!
-Słucham. -powiedział pan Roberts przez co Amanda przeniosła wzrok na niego.

-He?
-Miała mi chyba pani coś powiedzieć. Po to tu przyszłaś, prawda? - powiedział lekko zdenerwowany.

-Tak ja... ja... - zaczęła się jąkać.
-Ech... to ja już pójdę bo się spóźnię na w-f. -powiedziałam z udawanym rozczarowaniem. Na twarzy Roberts'a było widać wielki gniew. Ojejku...
-Nie! Proszę zaczekać. Ty jutro wyjeżdżasz więc nie będzie okazji o tym porozmawiać. A pani Amanda zgłosi się później, ok? - wściekła wyszła a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Przede mną stanął nauczyciel.

-Więc... na czym skończyliśmy?
-Na tym, że muszę iść na w-f. - uśmiechnęłam się niewinnie i ruszyłam w kierunku drzwi lecz zostałam przyparta do ściany. Chłopak zaczął składać pocałunki na mojej szyi kierując się do ust. Kiedy zadzwonił dzwonek odepchnęłam go od siebie i ruszyłam w stronę drzwi. Odwróciłam się do zdezorientowanego nauczyciela i mrugnęłam do niego. Co się ze mną stało? Zaśmiałam się pod nosem. OK! Teraz w-f a potem... no tak zajęcia taneczne. Taniec to moje życie. Nie ważne czy towarzyski czy nowoczesny.
Kiedy dotarłam do szatni szybko przebrałam się w krótkie szorty i biały T-shirt. Wbiegłam na sale gdzie czekała już nauczycielka.

-Ktoś tu się spóźnił. Znowu! - mruknęła Amanda.
-Widze! Ślepa jeszcze nie jestem Amando! Hope! Pięć okrążeń wokół boiska!
-Tak mało? - mruknęła Amanda.
-Dołączysz do Hope! Jeśli ci mało możesz zrobić dziesięć! - zaśmiałam się od nosem. Dobrze ci tak!
-To twoja wina. - mruknęła.

-Mogłaś się nie odzywać. - prasnęłam. Gdy my kończyłyśmy biegać doszli do nas chłopaki. Świetnie!
-Seba! - pisnęła Amanda kiedy zobaczyła swojego chłopaka. Momentalnie wpadła mu w ramiona a ten zakręcił ją wokół siebie. Prychnęłam na to co zobaczyłam a ta na mnie spojrzała z morderczym spojrzeniem.
-Masz coś do mnie?! Jesteś tylko kujonem, którego nikt nie lubi! I tępą laką! Więc ogarnij się! - zaśmiałam się na to co do mnie powiedziała.
-Hymm... tak mam bardzo dużo rzeczy do ciebie szmato! Ja nie jestem jak to powiedziałaś 'tępą laską'. Ty nią jesteś! Po prostu szkoda mi ciebie Seba! Myślisz, że ona cię kocha?! Jeśli tak to jesteś w wielkim błędzie.

-Zamknij się! - krzyknęła tym samym przerywając mi.
-Nie! Teraz to ty się zamknij! To nie jest fajnie uczucie żyć w kłamstwie! Niech się dowie co robiłaś za jego plecami! Co dawałaś w zamian żeby udawał mojego przyjaciela! Żeby ci wyjawiał moje tajemnice! - krzyknęłam i ruszyłam w stronę szatni czując łzy pod powiekami. Idąc usłyszałam jeszcze udawany szlocha Amandy.

-Seba! To wszystko kłamstwa! Przysięgam! One chce mi cię zabrać! - kiedy byłam w szatni oparłam ręce o szafki  i głęboko westchnęłam. Kilka razy mrugnęłam aby przepędzić łzy. Po chwili wróciłam na salę.
-Ok! Więc skoro jesteśmy wszyscy gramy w siatkę! Chłopcy wy na razie  siadają! - chłopaki jęknęli ale wykonali polecenie. Na całe szczęście byłam w przeciwnej drużynie niż Amanda.
Gra dla dziewczyny skończyła się ze złamanym paznokciem dzięki mnie i guzem na głowie.
Zajęcia taneczne zleciały mi bardzo szybko. Pożegnałam się z nauczycielką i wyszłam. Jeszcze raz obejrzałam się za siebie. Mimo wszystko będę tęsknić za tym miejscem. 



http://www.polyvore.com/cgi/set?id=137499965&.locale=pl

Ostatni raz rozejrzałam się po wszystkich pomieszczeniach tego domu. Ostatni raz dotknęłam mebli. Po policzki spłynęła mi łza. Zabrałam walizki i zamknęłam drzwi na klucz. Wsiadłam do taksówki i patrzyłam się jeszcze na dom dopóki nie zniknął za zakrętem. Na lotnisku byłam po niecałej godzinie. Cały lot przespałam więc nie było tak źle. Pogoda w Londynie była nijaka. Niebo szare ale nie padało. Westchnęłam i zamówiłam taksówkę. Pod domem Liam'a znalazłam się po ok. godzinie. Dom to on miał spory. Zapłaciłam, zabrałam swoje rzeczy i zapukałam w drzwi. Drzwi otworzyły się.

-Hope?! Aleś ty wyrosła! I wypiękniała!  - patrzyłam na niego aż to powie. - A no i cycki też ci urosły. - wybuchłam śmiechem.
-Nie o to mi chodziło głupku! - uderzyłam go w ramię i wtuliłam w jego tors.
-Tęskniłem. 
-Ja też. - wyszeptałam i rozpłakałam się. - Tak bardzo mi ich brakuje Liam. Bardzo. - wyszlocham w jego ramie kiedy byliśmy już w środku.
-Cii... wszystko będzie dobrze. Wszystko się ułoży. - oby miał rację. Potem pokazał mi mój pokój, który swoją drogą był cudowny! Bez rozpakowywania się położyłam się na łóżku i usnęłam. Ta podróż mnie wykończyła.
Weekend minął bardzo szybko. Za szybko. Niestety musiałam iść do szkoły, ponieważ do zakończenia roku szkolnego pozostały dwa miesiące.



http://www.polyvore.com/cgi/set?id=137506410&.locale=pl

Miałam zamiar założyć zwykłą, miętową spódniczkę i jakąś koszulę ale Liam stwierdził, iż lepiej będzie jak włożę coś mniej eleganckiego. Więc ok.  Mam nadzieję, że wytrzymam. Razem z Liam'em pojechaliśmy jego samochodem. Kurtkę zostawiłam w samochodzie, ponieważ nie chciało mi się jej nosić.
-Dasz sobie radę? - zapytał kiedy byliśmy już w budynku.
-Chyba tak. - uśmiechnęłam się sztucznie
-Jakby coś to z tobą do klasy chodzi Zoe, moja przyjaciółka więc dasz rade. Pa. - powiedział i odszedł. Kiedy szłam, sama nie wiem gdzie, wpadłam na jakąś dziewczynę.

-Przepraszam ja...
-Ugh! Co za sierota! Uważaj jak leziesz! - auć! Sierota, to zabolało. Ale ona nie wiedziała...
-To jej podpadłaś. -jakaś dziewczyna stanęła obok mnie. 

-Ta... chyba tak. - powiedziałam nieśmiało.
-Jestem Zoe a ty? - uśmiechnęła się przyjaźnie. 
-Jestem Hope a ty pewnie jesteś przyjaciółką mojego kuzyna. Liama. 
-O to ty? Fajnie, że cię poznałam. Chodź na lekcje bo się spóźnimy. - powiedziała i w tym samym momencie zadzwonił dzwonek. Kiedy byłyśmy już w klasie nauczyciel kazał mi się przedstawić w kilku zdaniach.
-Nazywam się Hope Parker. Przeprowadziłam się tu ze Sztokholmu po... - do moich oczu napływały łzy. Może uznacie mnie za wariatkę, ponieważ na początku flirtowałam z nauczycielem a teraz zbiera mi się na płacz, cóż... tak to już jest.
-Dobrze, starczy. - nauczycielka uśmiechnęła się współczująco. Reszta lekcji minęła bardzo szybko.  Po skończonych zajęciach razem z Zoe poszłyśmy na parking gdzie miał czekać na mnie mój brat. Po drodze kiedy ona zatrzymała się na chwile ja miałam iść dalej i zaczekać na nią pod drzwiami wpadłam na jakiegoś chłopaka. Ten nie przeją się tym tylko fuknął pod nosem niezdara i poszedł dalej. Cholera! Dalej doszłam spokojnie i zerkałam na Zoe. Kiedy przyszła poszłyśmy do Liam'a, który stał z trójką jakiś chłopaków.
-Hope! Wreszcie! To jest Zayn, Louis i Niall. -kolejno wskazywał na każdego. Ale było ich trzech a Liam mówił, że ma czterech przyjaciół.
-Hej. - przywitałam się
-A i oto jest jeszcze jeden... - odwróciłam się a moim oczom ukazał się ten sam chłopak na którego wcześniej wpadłam. Świetnie! - Hope to jest Harry...


*********************************************************************************
I jak miśki 1 rozdział? Podoba wam się? :) komentujcie ♥ #jednokierunkowych! Zapraszam a=na mojego drugiego bloga littleliees.blogspot.com

piątek, 10 października 2014

Prolog

-Kocham Cię. - szepnęłam cicho. Kiedy podniosłam wzrok chłopak patrzył na mnie zdezorientowany.
-Ja... ja nie wiem co powiedzieć. - wybuchłam śmiechem.
-Ta... spoko. Chciałam tylko zobaczyć twoją minę. - skłamałam.
-Uff... to dobrze. - Auć?!
-Mhym... - uśmiechnęłam się sztucznie. - Będę tęsknić. - właśnie wyjeżdżam do kuzyna, już chyba na stałe. Rodzice mieli śmiertelny wypadek...
-Ta... chciałem ci coś powiedzieć. Bo skoro wyjeżdżasz... Yym... Prawda jest taka, że nigdy nie uważałem cię za przyjaciółkę. 'Przyjaźniłem' się z tobą tylko dlatego, że Amanda dawała mi coś w zamian.

-Ha! Zabawny jesteś! - powiedziałam z 'bananem' na twarzy. Jednak kiedy ten patrzył na mnie z poważnym wyrazem twarzy od razu uśmiech zszedł mi z twarzy. Otworzyłam uta ale przez dłuższą chwile nie mogłam nic powiedzieć.
-Jesteś chamem! Świnią! I ugh! Co ta szmata ci dawała?! - wykrzyczałam w końcu.
-Ymm... - zaczął.

-Cicho! Domyślam się już!- przerwałam mu szybko widząc jego minę. Na jego twarzy nie było widać żadnych emocji . No może... coś w rodzaju smutku?
-Przepraszam, ja...
-Wiesz gdzie możesz sobie te przeprosiny?! Brzydzę tobą! - odeszłam. Kiedy byłam wystarczająco daleko po policzkach spłynęły mi łzy. W jednej chwili straciłam rodziców a mój najlepszy przyjaciel okazał się być wtyczką Amandy - mojego największego wroga i największą szmatę w szkole! No to całkiem nieźle zaczynam nowe życie, prawda?
Kiedy doszłam do domu już nie płakałam. Ten dupek nie jest tego wart... Nie rozumiem jak można zrobić coś takiego dla... ugh. Chce stąd jak najszybciej wyjechać. Zostawić tu te złe wspomnienia i tych wstrętnych ludzi...
Minęły dwie godziny zanim spakowałam resztę rzeczy. Jutro idę po raz ostatni do tej szkoły. Zawsze byłam spokojną, miłą, niewychylającą się dziewczyną. Można powiedzieć że nawet szarą myszką. Chyba dlatego nie miałam . Ale jutro? Jutro zobaczą kogoś innego. Chiche dziewczyny nikogo nie interesują? Ciekawe czy ubrana w to zostanę zauważona...



*********************************************************************************
Hej ludki ^^ co tam u was? I jak? Podobał wam się prolog? Mi niezbyt, ale 1 rozdział jest ciekawszy ;D Zostaw tu komentarz :3 :***